Do wykonania takich śledzi zainspirował mnie mój serdeczny
kolega, z którym rozmawiałem w okresie „Andrzejkowym” – właśnie o śledziach
przygotowanych na rozmaite sposoby. Obaj jesteśmy smakoszami tych szlachetnych
ryb, zrobionych pod różnymi postaciami. „Ale jak zobaczyłem gdzieś w jakimś
sklepie śledzia w sosie czekoladowym, to stwierdziłem że to profanacja i nawet
ogarnęło mnie ogromne obrzydzenie!” – Powiedział kumpel… Przypomniałem sobie te
słowa przed świętami. Pomyślałem, że z czekoladą to może i faktycznie lekka
przesada… Ale z piernikami w czekoladzie…? – Czemu nie…! I jeśli jeszcze te
pierniki byłyby z firmy Dr. Gerard…?! – To już prawdziwy odlot!
Do przygotowania śledzi z piernikami Dr. Gerarda potrzebne
nam będzie:
Cztery podwójne płaty śledziowe marynowane ze skórą,
Trzy średnie cebule,
Szklanka oliwy,
trzy pierniczki krakowskie – Dr. Gerard,
kieliszek białego octu winnego,
przyprawa do pierników,
sól i cukier,
biały pieprz, ostra papryka i majeranek,
Najpierw śledzie trochę odmoczyłem, zmieniając wodę – moczyłem
je przez 4 godziny. Przygotowałem jeszcze taki roztwór, że do wody dodałem dwie
pełne łyżki cukru, łyżeczkę soli i łyżeczkę przyprawy do pierników.Do tej
zaprawionej wody przełożyłem śledzie i moczyłem je jeszcze przez trzy godziny.
Po wyjęciu z wody i osuszeniu ryb, zdjąłem z nich skórę i pozostały tylko ładne
czyste płaty. Do naczynia pokruszyłem bardzo drobno pierniki krakowskie firmy
Dr. Gerard. Wlałem do pierniczków ocet i zmiksowałem to na jednolitą masę. Do
masy powoli dodawałem oliwę i wszystko energicznie mieszałem. Powstał dość
gęsty sos który doprawiłem białym pieprzem i ostrą papryką. Cebule pokroiłem w
bardzo cienkie piórka i lekko posoliłem. Przygotowane wcześniej płaty
zamaczałem w sosie, układałem nieco cebuli i zwijałem w rolmopsa. Po spięciu
wykałaczką, układałem w foremce. Resztą sosu zalałem wszystkie poukładane
rolmopsy. Poukładałem na wierzch resztę cebuli i polałem całość czystą oliwą.
Całość jeszcze obficie posypałem suszonym majerankiem. Przykryłem formę
hermetycznie i wstawiłem do lodówki na tydzień. W Wigilię moje śledzie, okazały
się hitem wieczoru! Na Święta nie zostało po nich prawie nic…