Szła
drogą, wśród drzew, zagubiona, samotna, lecz dumna z tego, że udało jej się
przetrwać kolejny dzień, nie uległa pokusie - przetrwała. Zastanawiała się czy
dotrze na czas, czy zdąży znaleźć zaginiony jakiś czas temu skarb. Tak - bo
dla niej i tylko niej, był to skarb. Ciasteczka Dr Gerarda Filusie czekoladowe.
Nosiła Je zawsze przy sobie, nawet gdy kładła się spać, one spoczywał tuż obok.
Kładła ów skarb na poduszce, przytulając do policzka, opakowanie biszkopcików
Jaś, po którym wielokrotnie płynęły łzy. Myślami była w innym wymiarze
czasu i przestrzeni. Rozumiała świat i sprzyjała światu, lecz ten był dla
niej okrutny. Nie rozliczała, ani nie krytykowała, była w stanie znieść wiele,
by odnaleźć zgubę, była jej talizmanem, przepustką do pełni życia. Nie
oczekiwała niczego więcej poza zrozumieniem jej poszukiwań.
Nie
otrzymała takiego zrozumienia, świat nie zamierzał darować jej niczego, wręcz
przeciwnie, stawiał przed nią coraz to nowe wyzwania. Musiała walczyć o
to, by przetrwać każdy kolejny dzień. Bez swoich ulubionych pałeczek kremowych.
Widziała złe spojrzenia, które próbowały przedostać się do jej umysłu, by móc
odszukać w nim cel jej poszukiwań. Nie starała się tego ukryć, była
szczera, pomimo tego, że odczuwała ból, po stracie swojej ulubionej pasji
kokosowej, to nie narzekała, żyła, cieszyła się życiem. Kiedy postawiono przed
nią kolejny próg, który miał być tym ostatnim, aby dojść do celu - zawahała się czy warto, lecz chwila rozterki
trwała krótko, bo wróciły wspomnienia, przypomniała sobie o celu poszukiwań,
swoich ulubionych ciasteczkach Dr Gerarda, zapomniała o wyrządzonych jej
krzywdach, o ironicznych uśmiechach złych ludzi, o złorzeczeniach innych, a
także o tym, że podobno przegrała wszystko i nie miała już nic do
stracenia. Wyruszyła w ostatnią podróż swojego życia, by spełnić swoje marzenie,
odnaleźć swoje zagubione ciasteczka, i zrobić krok ku przyszłości. Wcześniej
dano jej wybór, miała tylko podjąć decyzję, której podjąć nie chciała,
chociaż wtedy wiele by zyskała, powiedziano jej: Nie będziesz już niczego
szukać, bo nie będzie Ci potrzebne, otrzymasz wszystko, tylko podejmij decyzję
- właściwą decyzję, tak jej powiedziano. Przypominały jej się słowa, ale nie
mogła sobie przypomnieć, kto je wypowiedział, pomyślała, kuląc się pod drzewem,
obok pięknie pachnących dzwoneczków, i zasnęła. Rankiem obudził ją śpiew ptaków
i stukanie dzięcioła w drzewo, pod którym leżała, jakby chciał powiedzieć:
Wstań, już pora ruszać dalej, nie ociągaj się. Tak też zrobiła. Podniosła się
spojrzała w niebo, widziała promienie wschodzącego słońca, przemykające przez
konary drzew. Podniosła się i przypomniała sobie wszystko. Niczego nie
zapomniałaś podszepnął jej głos, wszystko jest zapisane w twoim sercu, otwórz
je, a odczytasz zawarte w nim słowa. Uśmiechnęła się i zrozumiała, wiedziała,
że postąpiła słusznie. Zdecydowała - rezygnując z wygody, życia, podjęła trudne
wyzwanie, nie spocznę póki nie odnajdę swoich ulubionych maślanych listków
zdobionych. Stanęła naprzeciw temu, co miało być jej wybawieniem od trosk,
nieszczęść i dać wygodę życia w dostatku. Ale ona podjęła wyzwanie, stanęła
naprzeciw i powiedziała sobie: Wiem, nigdy Cię nie pokonam, bo wtedy musiałabym
być gorsza od Ciebie, dlatego pozostawiam Cię własnemu losowi, Twojej pustelni
życia, Twojej bezduszności, Twoja pycha tylko mnie wzmocniłabym mogła stawać
oko w oko z przeciwnościami losu, z tym także, co Ty mi zgotowałeś. To ty
zabrałeś mój skarb moją miłość do ciasteczek Dr Gerarda. Wiedz, że jestem silna
i przygotowana. Poradzę sobie.