poniedziałek, 15 grudnia 2014

„Ciacho na dachu”


Siedziałam na dachu mojego liceum zajadając się andrutami kokosowymi w białej czekoladzie, Zawsze tak robiłam, kiedy jakaś lekcja przyprawiła mnie o nerwice. To miejsce było jednym w szkole gdzie przez większość czasu panował spokój. Tylko niewielkiej grupce osób udawało się przejść niepostrzeżenie obok kantorka woźnego, wybiec po stromych schodach aż na płaski dach z którego wystawały tylko dwa wielkie kominy, a w kącie leżało kilka rozmokłych kartonów. Po opakowaniach różnych ciasteczek :Dr Gerarda. Siedziałam z nogami przewieszonymi przez barierkę, biorąc kolejne ciasteczko na rozluźnienie po stresującej matmie, kiedy drzwi za mną się otworzyły. Odruchowo na nie spojrzałam, lecz gdy zobaczyłam że to nikt z personelu szkoły, spokojnie wróciłam do swojego zajęcia. Osoba która weszła przed chwilą, siadła koło mnie, Spojrzałam przelotnie, nie skupiając uwagi na moim nowym towarzyszu. Chłopak odchrząknął nieznacznie.

- Mogę? - zapytał głosem, od którego przeszły mnie ciarki.

Hmm? - odpowiedziałam zdezorientowana.

- Czy mogę jedno ciasteczko? - wskazał na pudełko...

- A tak, jasne- powiedziałam bez przekonania. Chłopak zaśmiał się. - Nie martw się, następnym razem to ja cię poczęstuje.

- W takim razie bierz- odpowiedziałam, biorąc kęs ciastka.

- Jestem Tosiek

- Ja Tosia.

-Tosia... Podoba mi się - wyszczerzył się do mnie. Dopiero teraz zauważyłam że jest całkiem w moim typie. Przystojny brunet, z pięknym uśmiechem i tymi cudownymi oczami, które jednocześnie sprawiały, że przechodziły mnie ciarki. Tak jak ja lubił te same ciastka. Mini rogaliki zdobione, patysie, krakersy rybka i inne z firmy :Dr Gerard. Ubrany był w dopasowany biały t-shirt i skórzaną kurtkę.

- Więc Tosia...- zaśmialiśmy się razem.

- Jakoś nie widziałem Cię wcześniej w szkole.

- Po prostu źle patrzysz kochany- mówiąc to spojrzałam na niego, lecz jego twarz nie oddawała żadnych emocji. Usłyszeliśmy skrzypienie otwieranych drzwi. Tosiek złapał mnie za rękę i przygwoździł swym ciałem do komina.

- Ktoś tu jest? - usłyszałam skrzeczącym dźwięk głosu mojej wychowawczyni.