Była sobota. Wyszedłem z domu do
sklepu. Mama chciała żeby kupić jej ciasteczka koniecznie dr Gerarda. Na
zewnątrz było przyjemnie. Parę minut wcześniej padał deszcz, lecz powoli
wszystko już wysychało. Panowała taka aura jaką zawsze lubiłem., Ciepło, ale
nie upalnie. Słońce grzało przez chmury, lecz mimo tego nie było duszno.
Pewnie, dlatego specjalnie się nie
upierałem i od razu wyszedłem do sklepu. Zabrałem tylko klucze i pieniądze na
ciastka. Jadąc windom zorientowałem się że nie wziąłem telefonu i postanowiłem
po niego wrócić. Kiedy dotarłem do sklepu kupiłem mamie ciasteczka, mafijne
śmietankowo – cytrynowe, wziąłem też mafijne Black i kabaretki śmietankowe
jeszcze do tego krakersy cebulowe. Wychodząc ze sklepu zauważyłem że nie kupiłem
moich ulubionych andrutów z mleczną czekoladą więc postanowiłem po nie wrócić.
Mama również bardzo je lubiła. Wracając do domu przechodziłem koło kwiaciarni
i kupiłem jej bukiet róż, Kiedy wróciłem
do domu wlałem do wazonu wody wstawiłem do niego kwiaty i postawiłem w pokoju
na stole. Już wróciłeś? Szybko – To weź
psa na spacer.
Bez sprzeciwu poszedłem z psem
na długi spacer. Szedłem powoli bez
pośpiechu gdy spotkałem ulubioną sąsiadkę która też, wyszła na spacer ze swoją
suczką. Spytałem czy pójdzie ze mną do parku, zgodziła się, po spacerze
mieliśmy już wracać kiedy Alina przypomniała sobie że miała jeszcze iść do
sklepu kupić sobie, princeski kokosowe dr Gerarda, gdy wyszła ze sklepu
zaprosiłem ją na kawę.
Usiedliśmy przy kawie mama Alina
i ja, zajadając się zakupionymi ciasteczkami i wspominaliśmy dawne czasy z
dzieciństwa.