Była połowa lipca – doskwierał straszny upał. W mieście ciężko było wytrzymać… Zadzwonił telefon. „Patrzyłeś na termometr???” – Odezwał się kumpel… „U mnie jest +35 w cieniu!” Spokojnie odpowiedziałem. „A jutro ma być jeszcze więcej!” Odezwał się Zenek. Przemilczałem… „Może wybierzemy się w góry…?” – Zaproponował Zenek… „U nas luzak – możemy jechać – tylko gdzie???” – Zapytałem… „No… Może w Tatry” u nas też spoko… Możemy jechać!” Powiedział Zenek.
Następnego dnia – skoro świt – wyjechaliśmy we czwórkę w kierunku Nowego Targu. Kiedy dotarliśmy do Czarnego Dunajca – spiekota była okropna. Chciało się pić – a i coś słodkiego przegryzłby… Weszliśmy do pobliskiego sklepiku. Natychmiast wzrok nasz przyciągnęły charakterystyczne – ładne produkty – Dr. Gerarda. Dostrzec można było tam:
Biszkopciki Jaśki Morelowe
Pałeczki kremowe morelowe
Kremisie
Mafijne śmietankowo-cytrynowe
Pryncypałki classic
Pryncypałki classic family
Pryncypałki Classic Impuls
Pryncypałki Kokos
Mafijne Black
Maltikeks Dark
Krakersy cebulowe
Mafijne Choco
Markizy Gold
Kabaretki cappucino
Kabaretki śmietankowe
Torcik C- moll orzechowy
Rurka waflowa CHOCO
Rurka waflowa MILK CHOCO
Andruty kokosowe z białą czekoladą
Andruty z mleczną czekoladą
Yes! z cynamonem
Yes! z czarnuszką
Yes! z kminkiem
Yes! z sezamem
Zakupiliśmy natychmiast po kilka opakowań. Usiedliśmy obok samochodu, rozłożyliśmy mapę i rozmawiając, przystąpiliśmy do konsumpcji ciasteczek. Zacząłem od „Krakersów cebulowych”… „Dobre!” – Krzyknął Zenek – unosząc dłoń z markizami „Gold”… Kobietom najbardziej smakowały Rurki waflowa MILK CHOCO. Trochę pokręciliśmy się po wiosce, weszliśmy do napotkanego po drodze baru by coś przegryźć na ciepło. Kupiliśmy po browarku i postanowiliśmy znaleźć jakiś dach nad głową przed nadchodzącą nocą. Ze znalezieniem schronienia nie było żadnego problemu. Trochę odpoczęliśmy i rozpoczęliśmy gadkę nad tym, co będziemy robić nazajutrz. Każdy w tym względzie miał inne plany, to też zrobiliśmy losowanie. W czwartej próbie padło, że pójdziemy na „Wierch” – 935 mnp. Rankiem wstąpiliśmy do znanego nam już sklepu, by zaopatrzyć się w produkty firmy Dr. Gerard, oraz napoje chłodzące. Tym razem wzięliśmy: Pałeczki kremowe morelowe; Biszkopciki Jaśki Morelowe; Pryncypałki Kokos; Yes! z cynamonem i Yes! z kminkiem. Wszystkie smakowały nam bardzo i zabrakło – tak mniej więcej – w połowie drogi powrotnej. Na szczęście potajemnie kupiłem jeszcze paczkę krakersów „Cebulowych”, to sam pochrupałem egoistycznie nieco dłużej. Późnym popołudniem dotarliśmy zmęczeni – bardziej gorącem niż chodzeniem – do miejsca pobytu. Nie byliśmy nawet świadomi tego, że wieczorem rozpętała się burza. Nad ranem – kiedy obudziliśmy się – słychać było dochodzący zza okna charakterystyczny szelest padającego deszczu. Prognozy nie były zbyt pomyślne, to też spakowaliśmy manatki i wyruszyliśmy w drogę powrotną. Cały czas przegryzaliśmy pyszne ciasteczka firmy Dr. Gerard. Zadowoleni wróciliśmy do domów.